Koralorelaksacja 😊

Koralorelaksacja 😊

Uwielbiam przerabiać!
Na dnie szafy zalega mi jakiś ciuch? Ma fajny wzór, nie jest zniszczony, ale czegoś mu brak… Przerabiam! W pudełku zalegają koraliki? Są ładne, ale czegoś im brak i ich nie noszę… Przerabiam!
Pomysł rodzi się czasem długo. Składam elementy… Fajna tasiemka, chwościki, a może zapomniana zawieszka. A później siadam i robię 😉
Nie ma to, jak dać nowe życie starym przedmiotom. Uwielbiam tę zabawę.
Ma w sobie też ukryty sens. A nawet dwa… Nawet trzy 😉
Mam coś nowego bez potrzeby kupowania i wydawania pieniędzy.
Mam szansę na poruszenie mojej kreatywności i „artystyczne wyżycie”.
No i w końcu…Relaksuję się. Tak. Nawlekanie koralików, wymyślanie, skupienie na tym, co robię jest niesamowicie relaksujące. Niektórzy malują paznokcie, inni idą na masaż (to też przyjemne!), a ja uwielbiam wyciągnąć pudło z różnymi akcesoriami do robienia biżuterii i koralikami, które najczęściej pochodzą z odzysku i składam coś nowego 😊
Masz pomysł na biżuterię, ale nie wiesz jak się za to zabrać?
Całą masę dodatków ma w swojej ofercie sklep Gold-Pol, znajdziecie też z pewnością wiele ciekawych sklepów w Internecie. Niezbędne narzędzia można dostać w popularnych sieciach sklepów budowlanych – serio! Małe szczypczyki z pewnością znajdą się na półkach z narzędziami w takich marketach 😊
A inspiracje? One akurat są dosłownie wszędzie – w sklepach, w gazetach, w Internecie. Można pooglądać chociażby popularny Pinterest, albo zaopatrzyć się w specjalistyczne pisma.
Myślisz, że brak Ci cierpliwości? Sądzisz, że to zbyt trudne? Spokojnie. Wszystko przychodzi z czasem. Można popróbować. Zrobić, a później znów przerobić. Początki bywają trudne, ale jak już się zacznie… Ostrzegam – to wciąga 😉
Powodzenia!

31964009_10215760117946936_7938350613966880768_n 32162679_10215760104906610_3255745966698921984_n

Kuchenne patenty

Kuchenne patenty

Święta, święta i po świętach…
Tak często mówi mój Dziadek 😊 No i coś w tym jest. Najpierw masa przygotowań: sprzątanie, gotowanie, pieczenie. A później „pyk” i jest po świętach 😉 Wszyscy to chyba znamy.

sałatka 29939210_10215490605409291_1712339180_n
I tak, nawiązując do tematu, chciałam dziś napisać o pomocnych w kuchni patentach, dzięki którym zużywam mniej, albo wcale – papieru, folii i innych jednorazowych produktów.
Oczywiście jako zero waste’owiec zbieram różne papierowe torebki (np. w torebkę po płatkach owsianych świetnie pakuje się ciasteczka na wynos 😉) i inne rzeczy, w które nagminnie pakowane są produkty spożywcze (jeśli już muszę je kupić i nie mam pomysłu na alternatywę). Wszystko w ramach rozsądku, ale przedmioty „z odzysku” często świetnie sprawują się w drugim wcieleniu.
Korzystam z własnoręcznie wykonanych WoskoŚciereczek (więcej o nich przeczytasz tu: http://nozyczki.art.pl/woskosciereczki/) – można z nich korzystać do przykrywania miseczek, zabezpieczania produktów przed wyschnięciem, a po użyciu wystarczy spłukać ciepłą wodą.
W mojej kuchni pierwsze skrzypce grają jednak zmywaki ze… starych ręczników.
Zastępują mi kupowane kuchenne ściereczki, papier kuchenny i inne zmywaki.
Mam ich sporo, piorę jak tylko zachodzi potrzeba. Nie zmienia to jednak faktu, że dałam kilku ręcznikom nowe życie  i bardzo mnie to cieszy😊 Ręczniki są chłonne, dobrze się nimi wyciera, a przy okazji dość szybko schną.

29939406_10215513305536780_1484119199_n
Jak je zrobiłam? To bardzo proste – wycięłam kształt (u mnie to są prostokąty o podobnym wymiarze do ulubionego kiedyś zmywaka) i zszyłam dwie warstwy na overlocku.
Jeśli chcesz zrobić tego typu zmywaki sama, ale nie masz overlocka, to nic straconego – żeby po całej kuchni nie walały się siepiące się brzegi ściereczki po prostu przeszyj ją na lewej stronie, następnie wywiń na prawą i „zamknij” maszynowo miejsce wywijania 😊
Uwaga! Wycinając ręcznik pamiętaj, że jego struktura powoduje, że bardzo się siepie – dobrze mieć w pogotowiu odkurzacz albo chociaż zmiotkę 😉
A jeśli masz nadmiar starych ręczników, podoba Ci się taki pomysł na ich wykorzystanie, ale nie szyjesz sama – napisz do Nożyczek 😊
A może masz inne, ciekawe patenty na drugie życie różnych przedmiotów w kuchni?

Ps. Te cudne sałatki ze zdjęcia na górze wpisu, to dzieło mojego super zdolnego Teścia. Ładne, prawda? 😊

 

Brand new kapcie

Brand new kapcie

Rzeczy się zużywają. Takie są fakty. Czy można coś z tym zrobić? Jak dla mnie, jak się da, to TAK!
Nie pierwszy raz naprawiam ciepłe kapcio – bambosze, których jakość (zakup pod wpływem impulsu w sieciówce średnich lotów) pozostawia wiele do życzenia… Po praniu zazwyczaj okazuje się, że zamiast podeszwy mam zwinięty kawałek tektury, albo… styropianu.
29314617_10215347053980595_7552586684483764224_n
A prać czasem trzeba.
Więc po kolejnej klapie z ciepłymi kapciami i pralką wzięłam się do roboty…
Wyprułam, rozprułam, wycięłam nową podeszwę z grubego filcu (2 warstwy). Wszystko wszyłam na nowo, a na podeszwie namalowałam wzór antypoślizgową farbą (na filc trzeba nałożyć sporo farby, bo niestety się wchłania) – bez niej mogła bym się od razu umawiać na wizytę do dentysty 😉 Filc jest niesamowicie śliski!
29313916_10215347060380755_4712286878487805952_n 29342785_10215347062460807_749528070108479488_n29342578_10215347063460832_3627537753387827200_n
I tak, po włożeniu odrobiny pracy kapcie nadal mi służą i ogrzewają ciągle zmarznięte stopy, a ja nie muszę kupować nowych!
Uwielbiam dawać starym rzeczom nową szansę 😊
29339486_10215347061620786_7829049932576194560_n

Przepis na ratowanie kapci
Będziesz potrzebować:
– zdezelowanej pary kapci,
– filcu (minimum 5mm grubości),
– grubej nici/muliny i grubej igły, nożyczek,
– farby dającej antypoślizgową warstwę po zaschnięciu (można też kupić specjalne groszki antypoślizgowe),
– odrobiny cierpliwości i czasu 😉

Wyjmij starą podeszwę lub wkład z podeszwy i zastąp go filcem. Przyszyj. W zależności od skali zniszczeń połóż drugą warstwę filcu i ładnie zszyj z kapciem – tę warstwę będzie widać! Dwie warstwy filcu chronią lepiej przed zimnem! Warto się pomęczyć z naszywaniem 😊
Na koniec połóż grubą warstwę kleju antypoślizgowego na spodzie kapcia. W razie potrzeby, po wyschnięciu farby, nałóż drugą warstwę.
Powodzenia!

Warzyworki – jak to z nimi jest?

W ramach EkoNożyczek powstały jakiś czas temu Warzyworki.
Warzyworki zastępują jednorazowe, cieniutkie foliówki, które można spotkać na bazarkach czy w marketach. Długość „życia” takiej torebki, to podobno około 10 minut – tyle, ile trwa droga ze sklepu do domu. Trochę mało, biorąc pod uwagę długość rozkładania się takiej torebki i zanieczyszczenie jakie powoduje jej produkcja, a później rozpad.
O tym, jak wymyśliłam Warzyworki przeczytacie we wcześniejszych wpisach (bezpośredni link umieściłam na końcu tego wpisu).
Dziś jednak nie o tym.

1
Chciałam Wam pokazać jak dobrać worki do swoich potrzeb i jakie rodzaje nadają się najlepiej do jakiego zastosowania.
Warzyworki mają 3 rodzaje:
– tiulowe,
– flizelinowe,
– z policotonu.
Każdy rodzaj ma swoje zalety i właściwości.
Tiulowe worki są świetne do ciężkich produktów – są wytrzymałe, a jednocześnie super lekkie. Idealnie nadają się do ważenia warzyw i owoców, a także orzechów, makaronów, etc.

5
Do ważenia produktów sypkich i drobnych dużo lepiej sprawdzą się woreczki z policotonu i fizeliny.

6
Policoton to tkanina z bawełniana z dodatkiem poliestru, dzięki któremu jest mocna i lekka – znakomicie sprawdzi się przy ważeniu mąk, kasz, płatków, i innych produktów sypkich.
Fizelinowe woreczki są bardziej delikatne (fizelina nie jest mocnym materiałem!), ale też maksymalnie lekkie. Świetnie sprawdzają się do kupowania herbat, przypraw i innych sypkich, ale lekkich produktów.
Jak wybrać rozmiar Warzyworków?
Poobserwuj ile rzeczy kupujesz, zobacz jakiej wielkości i ilu Warzyworków będziesz potrzebować.
Początkowo proponuję zaopatrzyć się w kilka woreczków o różnych wymiarach – z czasem z pewnością będziesz wiedzieć jakich rozmiarów Ci brakuje 😊
Jak dobrać kolor tiulowych Warzyworków?
Kolor Warzyworków to najogólniej rzecz ujmując kwestia gustu. Wszystkie tiulowe Warzyworki są półprzezroczyste – doskonale widać, co jest w środku. W tej sprawie kolor niczego nie zmienia 😊 Pamiętaj jednak, że niektóre produkty mocno brudzą. Warto kupić worek ciemniejszy do kupowania ziemniaków czy buraków.
Nie zmienia to jednak faktu, że Warzyworki można prać i czasem jest to konieczne 😉
Warzyworki tiulowe można prać w pralce w 40 stopniach.
Warzyworki z policotonu również można prać w pralce w 30 stopniach.
Warzyworki flizelinowe można delikatnie prać/płukać ręcznie w niskiej temperaturze.
Jeśli idea Zero Waste jest Ci bliska lub po prostu chcesz ograniczyć ilość śmieci wybierz swoje Warzyworki i zamów u Nożyczki – pracownia artystyczna!
A jeśli masz jeszcze jakieś pytania – pisz bez wahania 😊 Z przyjemnością odpowiem!

Jeśli chcesz zobaczyć jakie Warzyworki możesz kupić u Nożyczki – pracownia artystyczna – zapraszam na funpage na facebooku:

https://www.facebook.com/pg/NozyczkiPracowniaArtystyczna/photos/?tab=album&album_id=869750773195956

Link do wcześniejszego wpisu o Warzyworkach:

EkoNożyczki – Warzyworki

EkoPłatki – wszystko w temacie 😊

EkoPłatki?
Ale o co chodzi?
A czy myślałaś kiedyś jak wielką oszczędnością byłoby używanie wielorazowych płatków kosmetycznych?
Zgodnie z ideą Zero Waste proponuję Wam płatki, z których można korzystać wiele razy, i które są wykonane z resztek (zostających mi po szyciu ubrań) polskich dzianin bawełnianych zgodnych z Oeko-Tex® Standard 100. Lokalnie, ekologicznie i zgodnie z myślą fair trade – produkty powstające w mojej Pracowni są szyte wyłącznie przeze mnie.
Jak korzystać z EkoPłatków?
EkoPłatki zastępują klasyczne, jednorazowe płatki kosmetyczne – można nimi zmywać makijaż, myć twarz, przecierać skórę różnymi płynami kosmetycznymi. Po użyciu płatki można wrzucać do specjalnych woreczków, które świetnie nadają się do prania w pralce (malutkie płatki nie wpadną w bęben pralki). Płatki można prać w 40 stopniach.
Można je też prasować (ustawiając średnią temperaturę) – jest to ważne ze względów higienicznych.
Płatki mają około 8 cm średnicy.
Dla jednej osoby w zupełności wystarcza około 15 – 20 płatków (to zależy od tego jak często pierzemy i czy na co dzień robimy makijaż, czy nie).
EkoPłatki świetnie sprawdzą się do:
– mycia twarzy,
– przemywania twarzy tonikami/ płynami/ żelami,
– do zmywania maseczek.
EkoPłatków nie należy używać do:
– przemywania ran (tu jednak lepiej sprawdzą się jednorazowe gaziki),
– do zmywania lakieru do paznokci,
– do korzystania z wody utlenionej i innych odbarwiających płynów.

Jak wybrać swoje EkoPłatki i czy kolor ma znaczenie?
Kolor to głównie cecha estetyczna płatków. Niektórzy wolą jasne płatki, inni wręcz odwrotnie. Myślę, że wybierając kolor należy się kierować też ich zastosowaniem – jeśli codziennie zmywasz tusz do rzęs, to ciemne płatki będą łatwiejsze w utrzymaniu. Jeśli natomiast częściej robisz jasne pranie, to wygodniej będzie mieć jasny zestaw. Z doświadczenia wiem, że piorę wszystkie płatki „zbiorowo”, raczej z ciemnym praniem – nie dzielę ich na kolory jasne i ciemne, a to skutkuje często „zszarzeniem” płatków o jasnej kolorystyce. Oczywiście nie przeszkadza to w korzystaniu z nich, ale poczucie estetyki lekko cierpi 😉

Co jeszcze trzeba wiedzieć o EkoPłatkach?
Bardzo ważną sprawą jest ich chłonność – najwyższą uzyskują po kilku praniach. Początkowo toniki i inne płyny będą spływały po powierzchni płatka – nie warto z tym walczyć, to normalne. Aby szybko pozbyć się tego efektu najlepiej początkowo po prostu myć nimi twarz przez kilka dni, następnie uprać 😊 Z każdym praniem będzie tylko lepiej.
Ważną kwestią jest skład surowcowy płatków. To on zapewnia delikatność i trwałość EkoPłatków. Nożyczkowe płatki mają dwie strony – cieńszą i grubszą. Strona dedykowana do kontaktu ze skórą to, ta cieńsza – wykonana ze 100% bawełny. Tylna strona składa się w 92% z bawełny i w  8% z elastanu. Nie znaczy to, że całkiem nie nadaje się do twarzy! Jest bardziej szorstka w kontakcie z delikatną skórą twarzy, ale za to… świetnie zmywa się nią maseczki! Przetestuj sama i sprawdź do czego, która strona jest dla Ciebie najlepsza 😊

Gdybyś chciała/ chciał kupić EkoPłatki:
EkoPłatki sprzedaję po 5 sztuk w cenie 10zł/komplet.
Cena woreczka – 8zł.
Aby zamówić płatki wyślij wiadomość do Nożyczki – Pracownia Artystyczna.
Do ceny płatków należy doliczyć koszt przesyłki (paczki nadaję Pocztą Polską).
A jeśli masz dodatkowe pytania – pisz bez wahania! Nożyczki udzielą wszelkich informacji!
Aktualnie sprzedaję takie wzory:
https://www.facebook.com/pg/NozyczkiPracowniaArtystyczna/photos/?tab=album&album_id=867117736792593

A jeśli chcesz zrobić własne EkoPłatki?
Super! Płatki możesz wykonać ze starych ubrań, ale zwróć uwagę na ich skład! Sztuczne materiały nie będą chłonne, nie wspominając o możliwych skutkach kontaktu z wrażliwą skórą twarzy. Pamiętaj, że dzianiny mogą się siepać – trzeba zabezpieczyć brzeg płatków zszywając go. Przy samym wykonaniu może być sporo „latających” resztek materiału 😉 Czy można użyć innych materiałów niż dzianiny? Tak, ale sprawdź najpierw jak materiał zachowuje się „na mokro” tj. czy nie jest np. zbyt szorstki. No chyba, że chcesz mieć myjkę do peelingu 😉
Powodzenia!

6 7

WoskoŚciereczki :)

Jeśli nie lubicie używać folii kuchennej i nie chcecie korzystać z plastiku mam dla Was dobrą wiadomość!
Nożyczki nauczyły się robić woskowe ściereczki 😊
W moim domu testowane są od kilku miesięcy więc mogę powiedzieć, że już sporo o nich wiem. Możecie zrobić je sami (przepis znajdziecie niżej) lub kupić gotowe w Nożyczki – pracownia artystyczna.
Czym są ściereczki woskowe?
To pokryte warstwą naturalnego, pszczelego wosku ściereczki, które pod wpływem ciepła dłoni dopasowują się do wybranego kształtu – mogą służyć z powodzeniem jako pokrywka do miseczek, brytfanek, etc. Mogą mieć kontakt z żywnością więc spokojnie możecie przykryć taką ściereczką talerz z niedojedzonym obiadem przed wstawieniem do lodówki 😊 Fani ściereczek używają ich również do pakowania kanapek… Hm… Z uwagi na dość mocny zapach (który z czasem wietrzeje) ja wolę do kanapek użyć innych opakowań wielokrotnego użytku, ale co kto woli 😊 Zaletą ściereczek jest niewątpliwie łatwe utrzymanie w czystości. Łatwo się je myje – wystarczy spłukać pod bieżącą, ciepłą wodą (nie gorącą, bo wosk spłynie!) i wysuszyć – ściereczka wraca pod wpływem ciepła do swojego pierwotnego, całkowicie płaskiego kształtu. Woskowa ściereczka jest bardzo dobrą i dość trwałą alternatywą dla folii spożywczej. Nie mniej jednak żywotność ściereczki jest ograniczona. Czemu? Bo wosk w trakcie używania się może lekko wykruszać, wymywać. Co w przypadku gdy ściereczka ma wiele widocznych przetarć i „ubytków” w wosku? Trzeba jej zrobić małe spa 😉 Można ją odświeżyć przy pomocy żelazka (opis znajdziecie poniżej) lub można jej dodać odrobinę wosku. Tak odnowiona ściereczka będzie ponownie pomocna w kuchni!
Jak zrobić ściereczkę woskową?
Przede wszystkim trzeba pamiętać, że jest to dość brudna robota i wymaga sporo cierpliwości. Rozpuszczony wosk łatwo przywiera do różnych powierzchni i dość ciężko się go pozbyć. Lepiej uważać żeby nie dostał się, gdzie nie potrzeba (zdecydowanie najlepiej mieć kilka gadżetów tylko do pracy z woskiem – żeby nie trzeba było zmywać resztek wosku). Wbrew temu, co przeczytałam w Internecie nie jest tak łatwo i kolorowo. Znalazłam kilka przepisów, nie mniej sprawdził się tylko jeden z nich, więc testowania też było sporo… No i ostatnia sprawa – pomieszczenie, w którym będziecie to robić będzie zdecydowanie, intensywnie pachniało woskiem. Same ściereczki początkowo, też mają dość intensywny zapach, ale z czasem wywietrzeje 😊
No dobrze, ale jeśli, to wszystko Was nie odstrasza, to przygotujcie:
– wosk pszczeli (do zakupienia przez Internet lub bezpośrednio u pszczelarzy),
– tarkę z małymi oczkami,
– papier do pieczenia,
– dwa stare ręczniki (lub jeden duży),
– żelazko i deskę do prasowania,
– ściereczkę, którą będziecie woskować (kolor ściereczki znacząco się zmieni – wosk ma złoto-brązowy kolor!).
Wosk należy utrzeć na tarce. Przyda się silne ramię, bo jest dość twardy. Dla ułatwienia pracy, można go wcześniej położyć na kaloryferze – będzie nieco łatwiej trzeć 😊 Na desce do prasowania ułóż ręcznik, tak aby zakrywał cały pokrowiec (wosk lubi wyciec bokami, jak położy się go w nadmiarze!), na nim połóż warstwę papieru do pieczenia. Na papierze ułóż przygotowaną ściereczkę. Na niej równomiernie rozłóż wiórki z wosku (nie za dużo – łatwiej dodać niż odjąć 😉). Delikatnie połóż na to drugą warstwę papieru do pieczenia. Uwaga! Gazeta nie nadaje się do tej pracy. Czemu? Nadruk zostaje w wosku w postaci brzydkich, czarnych plam! Na koniec przykryj całość drugą warstwą ręcznika. Żelazko rozgrzej do maksymalnej temperatury. Ja osobiście wolę używać do tej pracy funkcji pary – praca idzie szybciej, a wosk łatwiej się rozprowadza. Jeśli masz już gorące żelazko pozostaje rozgrzać wosk i dociskając mocno żelazko do deski rozprowadzić wosk równomiernie po ścierce. Zaraz, zaraz… ale przecież, pod tymi wszystkimi warstwami nic nie widać… Tak, nie widać… Całą pracę wykonujemy „na czuja”, czasem można delikatnie zajrzeć pod ręcznik – na papierze doskonale widać, czy wosk roztopił się ładnie na całej powierzchni, czy są jakieś suche miejsca. Jeśli nie ma pozostaje nam delikatnie rozłożyć warstwy papieru do pieczenia i wyjąć gotową (i mokrą!) ściereczkę. Pozostaje ją odłożyć i wysuszyć. Po kilku minutach wosk zastygnie i ściereczka jest gotowa do użycia!
Co zrobić jak ściereczka się zużyła, poprzecierała lub popękała?
Przygotuj zestaw do robienia ściereczki – ułóż ją odpowiednio między warstwami. Zaprasuj. Jeśli, to nie wystarczy, a przetarć i dziur jest dużo, trzeba będzie odświeżyć ją dodając startego wosku. W miejscach ubytków posyp wiórkami z wosku, przykryj papierem do pieczenia i ręcznikiem i zaprasuj, tak jak opisałam to wyżej 😊 Gotowe!
Brzmi zachęcająco?
Do dzieła!
A jeśli nie masz ochoty na te wszystkie operacje, a mimo to, wolisz ograniczać zużycie plastiku – zapraszam na zakupy u Nożyczki – pracownia artystyczna. Napisz do mnie i zamów ściereczki dopasowane do Twoich potrzeb! ZAPRASZAM!
Sprawdź dostępność ściereczek tu:
https://www.facebook.com/NozyczkiPracowniaArtystyczna/posts/854719981365702

27605658_10214918287381698_554664069_o27536563_10214918262381073_2054160059_o27536709_10214918253140842_77519446_o

EkoNożyczki – Warzyworki

Kochani!
Jesteście ciekawi co nowego zmalowały Nożyczki?
A no dzielnie pracuję nad produktami EkoNożyczek, o które pytacie mnie bardzo często.
Wiele osób już wie i korzysta z Nożyczkowych Warzyworków. Szyję je już od dawna. Poddawane były wielu testom i miały swoich fanów dużo wcześniej niż zaczęło się mówić o nowej ustawie wprowadzającej opłaty za foliowe torebki. Te jednorazowe, cienkie i okropnie się drące maluchy doprowadzały mnie od dawna do rozpaczy… Służyły tylko do przynoszenia warzyw i owoców ze sklepu do domu. Czas ich „życia” to jakieś maksymalnie 30 minut… i bach do śmieci… Zaczęłam więc sprawdzać, szukać możliwości, ważyć, rozciągać, używać w sklepach różnych materiałów zszytych jako woreczki… Ciągle coś było nie tak: a to za ciężki, a to, że nie widać co jest w środku, a to rozciąga się pod ciężarem warzyw… No i tak po wielu próbach powstał Warzyworek 🙂
Jest ultralekki, mocny i przezroczysty! BINGO!
Poza tym udało mi się znaleźć polskiego producenta materiału, co czasem bywa kłopotliwe. Więc jest maksymalnie jak się da lokalnie.
Moje osobiste Warzyworki śmigają ze mną na zakupy od ponad roku (półtora!) i mają się świetnie!
Z lenistwa mam czarne (nie trzeba często prać), ale swoich fanów mają również białe woreczki 🙂
Powstały też różne koncepcje woreczków na kasze, mąki i inne sypkie produkty, ale o tym napiszę innym razem.
Dla zainteresowanych wrzucam linka na Nożyczkową stronę na Facebook’u gdzie będziecie mogli zobaczyć jakie Warzyworki powstały ostatnio:
#Warzyworki
Często pytacie mnie, jak nie zapominać o zabraniu Warzyworków na zakupy… To proste 🙂 Mam jeden zestaw toreb zakupowych, a w nim zawsze są Warzyworki! Tego pilnuję ogromnie – brak worków kończy się z ganianiem z produktami w ręku, a to nie jest wygodne…
Pytacie też, co na takie rozwiązanie sprzedawcy? W 90% – nic. Serio. Czasem, ktoś zauważy. Czasem zapyta, czy to moje, czy w sklepie takie dają. Jednak ogólnie rzecz ujmując komentarze są raczej pozytywne 🙂 A ile tematów do rozmów się otwiera przy okazji! 🙂

Jednorazowym torebkom mówimy w Nożyczki – pracownia artystyczna: STOP!!!

1 4

Pimp maj ciuch rajt nał!

Kochani!
Czy macie w szafie jakieś super ciuchy, którym jednak brakuje „tego czegoś”?

W mojej szafie czasem się to zdarza… Nie noszę, bo coś mi przeszkadza, czegoś brakuje.

I co wtedy?

Wtedy uruchamiam wyobraźnię i szukam do skutku tego idealnego, wymarzonego dodatku lub rozwiązania. Czasem trwa to całkiem długo 😉

Jednak wiem, że za niewielkie kwoty można kupić rewelacyjne dodatki, które nie dość, że ratują nienoszony ciuch, to jeszcze powodują, że staje się on tym ulubionym 😊

Jakiś czas temu kupiłam przepiękny sweter – gruby, idealny na nadchodzącą zimę. Niestety w moim odczuciu szpeciły go zupełnie niedopasowane (choć same w sobie nawet ładne), ozdobne guziki. Już w trakcie mierzenia swetra w sklepie wiedziałam, jakie guziki były by idealne! Wystarczyło po prostu znaleźć wymarzone guziczki „grzybki” i zamienić. Trwało chwilę, a efekt jest rewelacyjny!

W mojej szafie znalazłam też krótki sweterek o wielkiej wartości sentymentalnej – zrobiła go na drutach moja Mama. Czegoś mi jednak brakowało, nie nosiłam go i w sumie było mi go bardzo szkoda. Aż któregoś dnia mnie olśniło 😊
Doszyłam mu cudne, haftowane róże i nagle sweterek dostał nowe życie!

sweterek swet
Jak i gdzie szukać dodatków?

Mnóstwo naszywek i naprasowanek znajdziecie w popularnych sieciówkach. Często jednak skompletowane w taki sposób, że tylko jedna lub dwie  (na trzy lub więcej) są na serio fajne. To spory minus jak dla mnie.

Można szukać przez Internet. Tu jednak można się czasem dać trochę oszukać – moje róże miały być naprasowywane (na gorąco, za pomocą żelazka), a okazało się, że trzeba je naszyć. W tym wypadku miało to jednak swoją zaletę. Naprasowanki są często po prostu sztywne – warstwa kleju powoduje, że są grube. Zdarza się też, że klej jest słabej jakości – po praniu naprasowanka się odkleja. Ale nie ma co się poddawać! Jeśli wzór jest idealny można taką naprasowankę po prostu delikatnie (nawet ręcznie) przyszyć do ubrania 😊

Naszywki mają jeszcze jedną fajną zaletę. Jak się znudzą można je po prostu odpruć!

W internetowych sklepach znajdziecie całą masę różnych naszywek – wzorów i kolorów jest mnóstwo!

A jeśli wolicie dokładnie obejrzeć, wybrać, dopasować do koloru ubrania, itp. to, polecam wycieczkę do pasmanterii. W takim sklepie znajdziecie na pewno wiele wzorów – czasem można dostać niezłego oczopląsu!

Zachęcam Was do odświeżania, przerabiania i „podrasowywania” swoich ciuchów! Satysfakcja gwarantowana 😊

A jeśli chcecie żeby Wam w tym pomóc – dajcie znać! Nożyczki pomogą Wam znaleźć dodatek oraz wyręczą Was w doszywaniu!

Co uwielbiam w szyciu?

Uwielbiam robić różne rzeczy sama.
Z wielu względów. Praktycznych: mogę zrobić coś dokładnie, tak jak chcę. Mogę zaplanować, wybrać kolor, teksturę materiału. Estetycznych: nie muszę zgadzać się na gotowe produkty, w których często coś mi przeszkadza. Światopoglądowych: większość rzeczy szyje się w odległych krajach, w okropnych warunkach, często do pracy zatrudniane są dzieci, a płaca jest zupełnie nieadekwatna do wykonanej pracy. Nie chcę brać w tym udziału, jeśli nie muszę. Chciałabym być wolna od bezrefleksyjnego konsumpcjonizmu…
Do tego właśnie przydaje się umiejętność szycia!
Mogę na przykład uszyć nowe pokrowce na pufy (stare niestety służyły już zbyt długo…), naprawić ubrania, a nawet kapcie. Ze starych ręczników mogę zrobić kuchenne zmywaki, a zbyt duży obrus przerobić na dwa mniejsze 😊
Same zalety!
I oczywiście temat jest dużo głębszy – mogłabym jeszcze długo pisać.
Dzisiaj mam w sobie ogromne pokłady radości – mogę robić rzeczy dla siebie, dla domu, a przy okazji mogę zarabiać robiąc coś, co jest mi ogromnie bliskie!
To jest moja wielka radość: coraz więcej osób nie chce ubierać się w sieciówkach. Widzę, że coraz więcej ludzi wie, jak wygląda produkcja masowa, jak kiepskiej jakości są rzeczy, które kupujemy w dużych sieciach i ile, w związku z tym, rzeczy wyrzucamy – zła jakość napędza ogromną produkcję… Coraz więcej osób chce mieć rzeczy stworzone z sercem, unikatowe, wykonane z dbałością. Patrzymy na jakość, nie na ilość.
To jest niesamowite i bardzo zaraźliwe!

21

Praca we własnej firmie?

IMG_5845 IMG_5838

Pamiętam, jak zaprzyjaźniona kwiaciarka powiedziała mi kiedyś, że własna firma, to tylko kłopoty i stres.
Nie ma urlopów, trzeba samemu sobie radzić i dopasowywać się do Klienta.
Coś w tym jest.
Ale czy to oznacza, że nie warto? Absolutnie nie! Uważam, że trzeba próbować, sprawdzać, walczyć. Nawet jeśli własna firma nie będzie rozwiązaniem na całe życie. Życie to przecież ciągła zmiana i jak dla mnie, nie ma co myśleć, zakładać, czy uda się czy nie.
Jasne, trzeba być przygotowanym, trzeba liczyć i liczyć się z tym, że sporo czasu poświęca się  na prawidłowe, zgodne z prawem działanie firmy.
Moja działalność, to nie tylko szycie. To też kontakt z Klientami, działania promocyjne, robienie zdjęć i ich obrabianie, telefony, maile i tym podobne. To wszystko zabiera czas. Cenny czas. Ja jestem jedna, więc prawda jest taka, że dobra organizacja to podstawa. Czy zawsze mi się to udaje?
Nie. Czasem coś zawodzi, czasem muszę coś nadgonić kosztem czegoś innego. Czasem muszę się nawet zmusić lekko do pewnych działań.
Poza świetną organizacją potrzebna jest więc też dawka entuzjazmu i higiena pracy – pracowanie 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu raczej nie wychodzi mi na dobre.
Ale skąd brać pozytywne nastawienie i energię, gdy za oknem pada, jest szaro, a siły wyraźnie opadają?
Pomagają mi ogromnie dobre kontakty z Klientkami – spotkania na omawianie zamówień oraz spotkania, pod czas których Klient mierzy swoje nowe ubranie… To są bardzo miłe chwile. Traktowanie każdej osoby indywidualnie daje ogromny komfort pracy i sprawia, że jest ona przyjemna.
Każda osoba jest dla mnie ważna, każdego Klienta w trakcie realizacji projektu w pewien sposób poznaję. Wiele osób wraca i zamawia kolejne rzeczy.
To jest jak miód na serce.
Ogromnie cieszy mnie też bezinteresowna pomoc osób, które są zadowolone z zamówień – udostępniają moje projekty na Facebooku, a nawet wrzucają swoje własne zdjęcia w ubraniach ode mnie! To jest wielka pomoc – Facebook jest bardzo mocnym narzędziem promocji i każde udostępnienie, każda nowa osoba, która zobaczy moje prace jest na wagę złota. Wsparcia tego rodzaju nie da się zmierzyć, wyliczyć.
Z doświadczenia i efektów widzę jednak, że poczta pantoflowa i zwykłe „lajkowanie” mają wielką moc. A mi daje poczucie, że moje prace są ładne, warte włożonego wkładu pracy i zaangażowania.
Ostatnio dostałam dwa wielkie „prezenty” – jeden od mojej Klientki, drugi od zupełnie nieznanej mi osoby. Jakie?
Moja Klientka prowadzi bloga fotograficznego. Jest specjalistką od dziecięcych i rodzinnych sesji fotograficznych.
Uwielbiam naturalność, estetykę i dynamikę jej zdjęć, a także jej wyczucie chwili.
Ostatnio Dominika zrobiła zdjęcia swojej córce, na których Ina jest ubrana w koszulkę uszytą przeze mnie!
Efekty pracy Dominiki możecie obejrzeć tu:
http://madebydominika.blogspot.com/2017/08/ina-i-arbuzy.html
lub na Facebooku:
https://www.facebook.com/dominikanowakfotografia
A ja pękam z dumy, że zrobione przeze mnie ubranie „wystąpiło” w takiej cudnej sesji!
Kilka dni później, dowiedziałam się, że ja i moje Nożyczki staliśmy się jednymi z bohaterów artykułu pani Agnieszki Sowy pt. „Ręce górą”, który ukazał się w „Polityce”!!!
Artykuł możecie przeczytać w całości tu:
http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1716702,1,wraca-moda-na-rekodzielo.read
Lub zobaczyć jego fragment tu:
https://www.facebook.com/NozyczkiPracowniaArtystyczna/posts/783952208442480
Takie sytuacje i  wydarzenia sprawiają, że mam więcej energii, motywacji do dalszych działań.
Podpowiadają mi, że warto się starać, że warto działać i ciągle wymyślać, realizować, ulepszać, uczyć się. Choćby czasem pracy było za dużo na jedną osobę i choćbym nigdy nie stała się milionerką dzięki mojej małej firmie.
Liczy się przecież to, że pracuję z sercem, pasją i zaangażowaniem, a moje działania (choćby drobne) mogą zmienić Świat na lepszy – ale o tym w następnym poście! 😊