WoskoŚciereczki :)

Jeśli nie lubicie używać folii kuchennej i nie chcecie korzystać z plastiku mam dla Was dobrą wiadomość!
Nożyczki nauczyły się robić woskowe ściereczki 😊
W moim domu testowane są od kilku miesięcy więc mogę powiedzieć, że już sporo o nich wiem. Możecie zrobić je sami (przepis znajdziecie niżej) lub kupić gotowe w Nożyczki – pracownia artystyczna.
Czym są ściereczki woskowe?
To pokryte warstwą naturalnego, pszczelego wosku ściereczki, które pod wpływem ciepła dłoni dopasowują się do wybranego kształtu – mogą służyć z powodzeniem jako pokrywka do miseczek, brytfanek, etc. Mogą mieć kontakt z żywnością więc spokojnie możecie przykryć taką ściereczką talerz z niedojedzonym obiadem przed wstawieniem do lodówki 😊 Fani ściereczek używają ich również do pakowania kanapek… Hm… Z uwagi na dość mocny zapach (który z czasem wietrzeje) ja wolę do kanapek użyć innych opakowań wielokrotnego użytku, ale co kto woli 😊 Zaletą ściereczek jest niewątpliwie łatwe utrzymanie w czystości. Łatwo się je myje – wystarczy spłukać pod bieżącą, ciepłą wodą (nie gorącą, bo wosk spłynie!) i wysuszyć – ściereczka wraca pod wpływem ciepła do swojego pierwotnego, całkowicie płaskiego kształtu. Woskowa ściereczka jest bardzo dobrą i dość trwałą alternatywą dla folii spożywczej. Nie mniej jednak żywotność ściereczki jest ograniczona. Czemu? Bo wosk w trakcie używania się może lekko wykruszać, wymywać. Co w przypadku gdy ściereczka ma wiele widocznych przetarć i „ubytków” w wosku? Trzeba jej zrobić małe spa 😉 Można ją odświeżyć przy pomocy żelazka (opis znajdziecie poniżej) lub można jej dodać odrobinę wosku. Tak odnowiona ściereczka będzie ponownie pomocna w kuchni!
Jak zrobić ściereczkę woskową?
Przede wszystkim trzeba pamiętać, że jest to dość brudna robota i wymaga sporo cierpliwości. Rozpuszczony wosk łatwo przywiera do różnych powierzchni i dość ciężko się go pozbyć. Lepiej uważać żeby nie dostał się, gdzie nie potrzeba (zdecydowanie najlepiej mieć kilka gadżetów tylko do pracy z woskiem – żeby nie trzeba było zmywać resztek wosku). Wbrew temu, co przeczytałam w Internecie nie jest tak łatwo i kolorowo. Znalazłam kilka przepisów, nie mniej sprawdził się tylko jeden z nich, więc testowania też było sporo… No i ostatnia sprawa – pomieszczenie, w którym będziecie to robić będzie zdecydowanie, intensywnie pachniało woskiem. Same ściereczki początkowo, też mają dość intensywny zapach, ale z czasem wywietrzeje 😊
No dobrze, ale jeśli, to wszystko Was nie odstrasza, to przygotujcie:
– wosk pszczeli (do zakupienia przez Internet lub bezpośrednio u pszczelarzy),
– tarkę z małymi oczkami,
– papier do pieczenia,
– dwa stare ręczniki (lub jeden duży),
– żelazko i deskę do prasowania,
– ściereczkę, którą będziecie woskować (kolor ściereczki znacząco się zmieni – wosk ma złoto-brązowy kolor!).
Wosk należy utrzeć na tarce. Przyda się silne ramię, bo jest dość twardy. Dla ułatwienia pracy, można go wcześniej położyć na kaloryferze – będzie nieco łatwiej trzeć 😊 Na desce do prasowania ułóż ręcznik, tak aby zakrywał cały pokrowiec (wosk lubi wyciec bokami, jak położy się go w nadmiarze!), na nim połóż warstwę papieru do pieczenia. Na papierze ułóż przygotowaną ściereczkę. Na niej równomiernie rozłóż wiórki z wosku (nie za dużo – łatwiej dodać niż odjąć 😉). Delikatnie połóż na to drugą warstwę papieru do pieczenia. Uwaga! Gazeta nie nadaje się do tej pracy. Czemu? Nadruk zostaje w wosku w postaci brzydkich, czarnych plam! Na koniec przykryj całość drugą warstwą ręcznika. Żelazko rozgrzej do maksymalnej temperatury. Ja osobiście wolę używać do tej pracy funkcji pary – praca idzie szybciej, a wosk łatwiej się rozprowadza. Jeśli masz już gorące żelazko pozostaje rozgrzać wosk i dociskając mocno żelazko do deski rozprowadzić wosk równomiernie po ścierce. Zaraz, zaraz… ale przecież, pod tymi wszystkimi warstwami nic nie widać… Tak, nie widać… Całą pracę wykonujemy „na czuja”, czasem można delikatnie zajrzeć pod ręcznik – na papierze doskonale widać, czy wosk roztopił się ładnie na całej powierzchni, czy są jakieś suche miejsca. Jeśli nie ma pozostaje nam delikatnie rozłożyć warstwy papieru do pieczenia i wyjąć gotową (i mokrą!) ściereczkę. Pozostaje ją odłożyć i wysuszyć. Po kilku minutach wosk zastygnie i ściereczka jest gotowa do użycia!
Co zrobić jak ściereczka się zużyła, poprzecierała lub popękała?
Przygotuj zestaw do robienia ściereczki – ułóż ją odpowiednio między warstwami. Zaprasuj. Jeśli, to nie wystarczy, a przetarć i dziur jest dużo, trzeba będzie odświeżyć ją dodając startego wosku. W miejscach ubytków posyp wiórkami z wosku, przykryj papierem do pieczenia i ręcznikiem i zaprasuj, tak jak opisałam to wyżej 😊 Gotowe!
Brzmi zachęcająco?
Do dzieła!
A jeśli nie masz ochoty na te wszystkie operacje, a mimo to, wolisz ograniczać zużycie plastiku – zapraszam na zakupy u Nożyczki – pracownia artystyczna. Napisz do mnie i zamów ściereczki dopasowane do Twoich potrzeb! ZAPRASZAM!
Sprawdź dostępność ściereczek tu:
https://www.facebook.com/NozyczkiPracowniaArtystyczna/posts/854719981365702

27605658_10214918287381698_554664069_o27536563_10214918262381073_2054160059_o27536709_10214918253140842_77519446_o

EkoNożyczki – Warzyworki

Kochani!
Jesteście ciekawi co nowego zmalowały Nożyczki?
A no dzielnie pracuję nad produktami EkoNożyczek, o które pytacie mnie bardzo często.
Wiele osób już wie i korzysta z Nożyczkowych Warzyworków. Szyję je już od dawna. Poddawane były wielu testom i miały swoich fanów dużo wcześniej niż zaczęło się mówić o nowej ustawie wprowadzającej opłaty za foliowe torebki. Te jednorazowe, cienkie i okropnie się drące maluchy doprowadzały mnie od dawna do rozpaczy… Służyły tylko do przynoszenia warzyw i owoców ze sklepu do domu. Czas ich „życia” to jakieś maksymalnie 30 minut… i bach do śmieci… Zaczęłam więc sprawdzać, szukać możliwości, ważyć, rozciągać, używać w sklepach różnych materiałów zszytych jako woreczki… Ciągle coś było nie tak: a to za ciężki, a to, że nie widać co jest w środku, a to rozciąga się pod ciężarem warzyw… No i tak po wielu próbach powstał Warzyworek 🙂
Jest ultralekki, mocny i przezroczysty! BINGO!
Poza tym udało mi się znaleźć polskiego producenta materiału, co czasem bywa kłopotliwe. Więc jest maksymalnie jak się da lokalnie.
Moje osobiste Warzyworki śmigają ze mną na zakupy od ponad roku (półtora!) i mają się świetnie!
Z lenistwa mam czarne (nie trzeba często prać), ale swoich fanów mają również białe woreczki 🙂
Powstały też różne koncepcje woreczków na kasze, mąki i inne sypkie produkty, ale o tym napiszę innym razem.
Dla zainteresowanych wrzucam linka na Nożyczkową stronę na Facebook’u gdzie będziecie mogli zobaczyć jakie Warzyworki powstały ostatnio:
#Warzyworki
Często pytacie mnie, jak nie zapominać o zabraniu Warzyworków na zakupy… To proste 🙂 Mam jeden zestaw toreb zakupowych, a w nim zawsze są Warzyworki! Tego pilnuję ogromnie – brak worków kończy się z ganianiem z produktami w ręku, a to nie jest wygodne…
Pytacie też, co na takie rozwiązanie sprzedawcy? W 90% – nic. Serio. Czasem, ktoś zauważy. Czasem zapyta, czy to moje, czy w sklepie takie dają. Jednak ogólnie rzecz ujmując komentarze są raczej pozytywne 🙂 A ile tematów do rozmów się otwiera przy okazji! 🙂

Jednorazowym torebkom mówimy w Nożyczki – pracownia artystyczna: STOP!!!

1 4

Pimp maj ciuch rajt nał!

Kochani!
Czy macie w szafie jakieś super ciuchy, którym jednak brakuje „tego czegoś”?

W mojej szafie czasem się to zdarza… Nie noszę, bo coś mi przeszkadza, czegoś brakuje.

I co wtedy?

Wtedy uruchamiam wyobraźnię i szukam do skutku tego idealnego, wymarzonego dodatku lub rozwiązania. Czasem trwa to całkiem długo 😉

Jednak wiem, że za niewielkie kwoty można kupić rewelacyjne dodatki, które nie dość, że ratują nienoszony ciuch, to jeszcze powodują, że staje się on tym ulubionym 😊

Jakiś czas temu kupiłam przepiękny sweter – gruby, idealny na nadchodzącą zimę. Niestety w moim odczuciu szpeciły go zupełnie niedopasowane (choć same w sobie nawet ładne), ozdobne guziki. Już w trakcie mierzenia swetra w sklepie wiedziałam, jakie guziki były by idealne! Wystarczyło po prostu znaleźć wymarzone guziczki „grzybki” i zamienić. Trwało chwilę, a efekt jest rewelacyjny!

W mojej szafie znalazłam też krótki sweterek o wielkiej wartości sentymentalnej – zrobiła go na drutach moja Mama. Czegoś mi jednak brakowało, nie nosiłam go i w sumie było mi go bardzo szkoda. Aż któregoś dnia mnie olśniło 😊
Doszyłam mu cudne, haftowane róże i nagle sweterek dostał nowe życie!

sweterek swet
Jak i gdzie szukać dodatków?

Mnóstwo naszywek i naprasowanek znajdziecie w popularnych sieciówkach. Często jednak skompletowane w taki sposób, że tylko jedna lub dwie  (na trzy lub więcej) są na serio fajne. To spory minus jak dla mnie.

Można szukać przez Internet. Tu jednak można się czasem dać trochę oszukać – moje róże miały być naprasowywane (na gorąco, za pomocą żelazka), a okazało się, że trzeba je naszyć. W tym wypadku miało to jednak swoją zaletę. Naprasowanki są często po prostu sztywne – warstwa kleju powoduje, że są grube. Zdarza się też, że klej jest słabej jakości – po praniu naprasowanka się odkleja. Ale nie ma co się poddawać! Jeśli wzór jest idealny można taką naprasowankę po prostu delikatnie (nawet ręcznie) przyszyć do ubrania 😊

Naszywki mają jeszcze jedną fajną zaletę. Jak się znudzą można je po prostu odpruć!

W internetowych sklepach znajdziecie całą masę różnych naszywek – wzorów i kolorów jest mnóstwo!

A jeśli wolicie dokładnie obejrzeć, wybrać, dopasować do koloru ubrania, itp. to, polecam wycieczkę do pasmanterii. W takim sklepie znajdziecie na pewno wiele wzorów – czasem można dostać niezłego oczopląsu!

Zachęcam Was do odświeżania, przerabiania i „podrasowywania” swoich ciuchów! Satysfakcja gwarantowana 😊

A jeśli chcecie żeby Wam w tym pomóc – dajcie znać! Nożyczki pomogą Wam znaleźć dodatek oraz wyręczą Was w doszywaniu!

Co uwielbiam w szyciu?

Uwielbiam robić różne rzeczy sama.
Z wielu względów. Praktycznych: mogę zrobić coś dokładnie, tak jak chcę. Mogę zaplanować, wybrać kolor, teksturę materiału. Estetycznych: nie muszę zgadzać się na gotowe produkty, w których często coś mi przeszkadza. Światopoglądowych: większość rzeczy szyje się w odległych krajach, w okropnych warunkach, często do pracy zatrudniane są dzieci, a płaca jest zupełnie nieadekwatna do wykonanej pracy. Nie chcę brać w tym udziału, jeśli nie muszę. Chciałabym być wolna od bezrefleksyjnego konsumpcjonizmu…
Do tego właśnie przydaje się umiejętność szycia!
Mogę na przykład uszyć nowe pokrowce na pufy (stare niestety służyły już zbyt długo…), naprawić ubrania, a nawet kapcie. Ze starych ręczników mogę zrobić kuchenne zmywaki, a zbyt duży obrus przerobić na dwa mniejsze 😊
Same zalety!
I oczywiście temat jest dużo głębszy – mogłabym jeszcze długo pisać.
Dzisiaj mam w sobie ogromne pokłady radości – mogę robić rzeczy dla siebie, dla domu, a przy okazji mogę zarabiać robiąc coś, co jest mi ogromnie bliskie!
To jest moja wielka radość: coraz więcej osób nie chce ubierać się w sieciówkach. Widzę, że coraz więcej ludzi wie, jak wygląda produkcja masowa, jak kiepskiej jakości są rzeczy, które kupujemy w dużych sieciach i ile, w związku z tym, rzeczy wyrzucamy – zła jakość napędza ogromną produkcję… Coraz więcej osób chce mieć rzeczy stworzone z sercem, unikatowe, wykonane z dbałością. Patrzymy na jakość, nie na ilość.
To jest niesamowite i bardzo zaraźliwe!

21

Praca we własnej firmie?

IMG_5845 IMG_5838

Pamiętam, jak zaprzyjaźniona kwiaciarka powiedziała mi kiedyś, że własna firma, to tylko kłopoty i stres.
Nie ma urlopów, trzeba samemu sobie radzić i dopasowywać się do Klienta.
Coś w tym jest.
Ale czy to oznacza, że nie warto? Absolutnie nie! Uważam, że trzeba próbować, sprawdzać, walczyć. Nawet jeśli własna firma nie będzie rozwiązaniem na całe życie. Życie to przecież ciągła zmiana i jak dla mnie, nie ma co myśleć, zakładać, czy uda się czy nie.
Jasne, trzeba być przygotowanym, trzeba liczyć i liczyć się z tym, że sporo czasu poświęca się  na prawidłowe, zgodne z prawem działanie firmy.
Moja działalność, to nie tylko szycie. To też kontakt z Klientami, działania promocyjne, robienie zdjęć i ich obrabianie, telefony, maile i tym podobne. To wszystko zabiera czas. Cenny czas. Ja jestem jedna, więc prawda jest taka, że dobra organizacja to podstawa. Czy zawsze mi się to udaje?
Nie. Czasem coś zawodzi, czasem muszę coś nadgonić kosztem czegoś innego. Czasem muszę się nawet zmusić lekko do pewnych działań.
Poza świetną organizacją potrzebna jest więc też dawka entuzjazmu i higiena pracy – pracowanie 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu raczej nie wychodzi mi na dobre.
Ale skąd brać pozytywne nastawienie i energię, gdy za oknem pada, jest szaro, a siły wyraźnie opadają?
Pomagają mi ogromnie dobre kontakty z Klientkami – spotkania na omawianie zamówień oraz spotkania, pod czas których Klient mierzy swoje nowe ubranie… To są bardzo miłe chwile. Traktowanie każdej osoby indywidualnie daje ogromny komfort pracy i sprawia, że jest ona przyjemna.
Każda osoba jest dla mnie ważna, każdego Klienta w trakcie realizacji projektu w pewien sposób poznaję. Wiele osób wraca i zamawia kolejne rzeczy.
To jest jak miód na serce.
Ogromnie cieszy mnie też bezinteresowna pomoc osób, które są zadowolone z zamówień – udostępniają moje projekty na Facebooku, a nawet wrzucają swoje własne zdjęcia w ubraniach ode mnie! To jest wielka pomoc – Facebook jest bardzo mocnym narzędziem promocji i każde udostępnienie, każda nowa osoba, która zobaczy moje prace jest na wagę złota. Wsparcia tego rodzaju nie da się zmierzyć, wyliczyć.
Z doświadczenia i efektów widzę jednak, że poczta pantoflowa i zwykłe „lajkowanie” mają wielką moc. A mi daje poczucie, że moje prace są ładne, warte włożonego wkładu pracy i zaangażowania.
Ostatnio dostałam dwa wielkie „prezenty” – jeden od mojej Klientki, drugi od zupełnie nieznanej mi osoby. Jakie?
Moja Klientka prowadzi bloga fotograficznego. Jest specjalistką od dziecięcych i rodzinnych sesji fotograficznych.
Uwielbiam naturalność, estetykę i dynamikę jej zdjęć, a także jej wyczucie chwili.
Ostatnio Dominika zrobiła zdjęcia swojej córce, na których Ina jest ubrana w koszulkę uszytą przeze mnie!
Efekty pracy Dominiki możecie obejrzeć tu:
http://madebydominika.blogspot.com/2017/08/ina-i-arbuzy.html
lub na Facebooku:
https://www.facebook.com/dominikanowakfotografia
A ja pękam z dumy, że zrobione przeze mnie ubranie „wystąpiło” w takiej cudnej sesji!
Kilka dni później, dowiedziałam się, że ja i moje Nożyczki staliśmy się jednymi z bohaterów artykułu pani Agnieszki Sowy pt. „Ręce górą”, który ukazał się w „Polityce”!!!
Artykuł możecie przeczytać w całości tu:
http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1716702,1,wraca-moda-na-rekodzielo.read
Lub zobaczyć jego fragment tu:
https://www.facebook.com/NozyczkiPracowniaArtystyczna/posts/783952208442480
Takie sytuacje i  wydarzenia sprawiają, że mam więcej energii, motywacji do dalszych działań.
Podpowiadają mi, że warto się starać, że warto działać i ciągle wymyślać, realizować, ulepszać, uczyć się. Choćby czasem pracy było za dużo na jedną osobę i choćbym nigdy nie stała się milionerką dzięki mojej małej firmie.
Liczy się przecież to, że pracuję z sercem, pasją i zaangażowaniem, a moje działania (choćby drobne) mogą zmienić Świat na lepszy – ale o tym w następnym poście! 😊

 

Espadryle idealne

fioletnie

Można je kochać lub nie, ale fakt jest taki, że wróciły do łask.

Jestem ich fanką od lat. Świetnie sprawdzają się latem – nie obcierają stóp i są bardzo wygodne. Są również idealnymi kapciami po domu.

Ma ją tylko jedną wadę – to nie są buty na lata, no i niekoniecznie nadają się na deszcz…

Znalazłam ostatnio w popularnej sieciówce śliczne espadryle z frędzelkami – dość odważne i zwariowane. Niestety były białe (!) i drogie (!!!).

Postanowiłam więc działać 😊

Kupiłam sobie espadryle w dwóch ładnych kolorach po kilkanaście złotych za parę, wygrzebałam kilka pasujących tasiemek i ozdóbek. Pomedytowałam chwilę nad tym, czego ja właściwie chcę i jak ma to wyglądać i zrobiłam moje własne espadryle.

Ale po kolei.

Najpierw powstały espadryle inspirowane tymi z sieciówki.

Frędzelki (można je kupić, można zrobić je łatwo samemu) przyszyłam w niewidoczny sposób do espadryli. Miejsca przyszycia wyznaczyłam mając espadryle na stopach – widać wtedy dokładnie jak będzie wyglądał efekt. Następnie odmierzyłam tasiemkę (chciałam żeby owijała się dwa razy wokół kostki) i przyszyłam ją z tyłu espadryli, od wewnętrznej strony.

Do przeszyć użyłam muliny. Wiadomo – chodząc w butach, one się cały czas uginają, pracują, a ja nie chcę zostać na środku ulicy z tasiemką oderwaną od buta…

Wszystkie działania  (mierzenie, wybieranie dodatków, przyszywanie) zajęły mi około pół godziny, a efekt jest jak dla mnie idealny 😊nieb

Co jeśli mi się znudzi? Będę mogła odpruć ozdoby i zacząć zabawę jeszcze raz!

Drugą parę espadryli postanowiłam pomalować moimi ulubionymi farbami do tkanin.

W tym przypadku nie będzie już tak łatwo zmienić zdobienia więc wzór musi być przemyślany.fiol

Do wykonania wzoru użyłam gotowego szablonu (do kupienia w sklepach z artykułami papierniczymi lub przez Internet) i specjalnych farb, które po przeprasowaniu zostają utrwalone na tkaninie.1

Wykonanie wzoru nie jest takie proste, jak na tkaninie rozłożonej na płasko, ale przy małej gimnastyce – da się zrobić. Kiedy wzór już wysechł mogłam doszyć tasiemkę do zawiązywania espadryli wokół kostki.

No i znowu – trzydzieści minut, kilkanaście złotych i gotowe!!!fioleDo espadryli można też przyszyć guziczki, koraliki, cekiny, kokardki – ważne żeby być zadowoloną z efektu 😊

Tak samo możesz ozdobić też trampki i inne szmaciane buty.

A jeśli uważasz, że nie masz zdolności, czasu, albo że po prostu Ci się nie chce – napisz do mnie! Nożyczki – pracownia artystyczna ozdobi Twoje espadryle według Twoich wskazówek!

 

Wybór domowej maszyny do szycia

IMG_7311

Wiele osób marzy o własnej maszynie do szycia. Wygoda jaką niesie za sobą taki zakup jest wielka. Można samemu skrócić spodnie, przeszyć coś, co się popruło, a przy pewnych umiejętnościach można też szyć sobie ubrania, czy niezbędne w każdym domu akcesoria materiałowe – poduszki, zasłonki, obrusy, a nawet pościel czy narzutę. Wykonane własnymi rękami przedmioty wracają do łask, a ich jakość i urok często przewyższa ofertę sklepów. Chodzi głównie o wkład, o zaangażowanie, o aurę miłości, którą od razu widać we wnętrzu.
Ale dziś nie o tym… W każdym razie niebezpośrednio.
Wiele osób pyta mnie jaką maszynę wybrać, jaka będzie odpowiednia do prostych potrzeb domowych, na jakiej będzie można się czegoś nauczyć.
W pierwszym odruchu myślę, że każda lepsza niż jej brak. Ale czy do końca?
No właśnie nie… Na rynku pojawiło się wiele plastikowych maszyn, które teoretycznie mają wiele ściegów i funkcji. Tylko te ściegi często nie działają tak jak powinny, a maszyna zacina się, psuje. Dodatkowo często możliwość regulowania na przykład naprężenia nici jest prowizoryczna.
Jak zatem wybrać przyzwoitą maszynę do użytku domowego?
– Zwróć uwagę na podzespoły – absolutnie muszą być metalowe. Bez dwóch zdań maszyna, która ich nie ma będzie działała słabo. Dlatego ważna jest waga maszyny. Jeśli maszyna jest lekka jak piórko (można ją swobodnie podnieść jedną ręką i nie wydaje się być ciężka) to możemy mieć pewność, że zdecydowana większość podzespołów (czyli jej wewnętrznych, niewidocznych części) jest plastikowa. Poza podzespołami ważna jest też jakość pozostałych materiałów – chociażby tych plastikowych. Warto obejrzeć choćby jedną profesjonalną i drogą maszynę, aby mieć porównanie.
– Zwróć uwagę na serwis. Tak, przed zakupem zawsze lepiej sprawdzić, kto i gdzie zajmuje się serwisowaniem maszyny i jakie są warunki takich usług. Nawet jeśli firma nie ma serwisu w Twoim mieście, to powinna mieć usługę „door-to-door”. Oznacza to, że w razie kłopotów, serwis bezpłatnie wyśle do Ciebie kuriera, który zabierze maszynę, a po naprawie dostaniesz ją z powrotem pod wskazany adres.
– Zwróć uwagę na firmę produkującą maszynę. Czemu? Jeśli firma produkuje wiele urządzeń AGD, to znaczy, że nie specjalizuje się wyłącznie w maszynach do szycia… To znaczy w praktyce, że zarówno na etapie produkcji, jak i serwisu usługa nie będzie tak doskonała jak w przypadku firm zajmujących się wyłącznie maszynami. Rozmawiając z serwisantami nauczyłam się już, że ich wiedza i doświadczenie jest nieocenione przy kłopotach z maszyną (ale też przy zapoznaniu użytkownika z funkcjami maszyny). Osoby pracujące na co dzień z maszynami do szycia wiedzą do czego służą poszczególne funkcje, znają występujące problemy i błędy w użytkowaniu, a często mogą doradzić coś i pomóc na etapie rozmowy telefonicznej!
– Poczytaj o danej firmie w Internecie. Poszukaj blogów, opisów użytkowników, poradź się kilku osób. Czemu? Na przykład dla tego, że Internet zalany jest pozytywnymi opiniami o popularnej marce prostych, domowych maszyn. Osobiście widziałam dwie – obie nowe, obie nie szyły jak trzeba. To mi wystarczy. Przepuszczanie ściegu, plątanie nitek, głośna praca i ściegi, które nie wyglądają jak na załączonym schemacie… Być może takie akurat „felerne” spotkałam, być może różne osoby mają różne oczekiwania, ale też prawdą jest to, że czasem można trafić na artykuły sponsorowane… Dlatego porównanie kilku opinii wydaje mi się zupełnie uzasadnione.
– Nie sugeruj się ceną. Jeśli wydasz 400 zł, a maszyna z przyczyn technicznych nie będzie Ci służyła, to czy nie lepiej dołożyć jeszcze 100 – 200 zł i kupić maszynę, z której będziesz zadowolona/ zadowolony? Warto pomyśleć, czy opłaca się kupić najtańszy produkt i czy to czasem nie będą pieniądze wywalone w błoto…
– Kupując maszynę warto iść do specjalistycznego sklepu. Może to być sklep połączony z serwisem, może to być sklep sprzedający również materiały, może być specjalistyczny sklep Internetowy. Kupowanie maszyn w marketach i dyskontach, to nie to samo, co dokonanie spersonalizowanego zakupu, po wcześniejszym omówieniu tematu ze sprzedawcą, często możliwością dokonania małego testu! Wierzcie mi – wiem o czym piszę. Przerabiałam maszynę kupioną w sklepie AGD, znam maszyny z dyskontów i kupowałam maszyny w specjalistycznych sklepach. TO ROBI RÓŻNICĘ. Nawet jeśli chce się szyć na domowy użytek.
– Nie daj się nabrać! Nie jest niczym nietypowym, ani szczególnie wyróżniającym, że maszyna domowa posiada: nawijacz nici, funkcję szycia do tyłu, pokrętło do naprężania nici, obcinacz, wbudowaną lampkę, czy komplet stopek i akcesoriów. W dzisiejszych czasach takie funkcje i dodatki to standard! Warto zwrócić jednak uwagę, czy do maszyny można dokupić więcej akcesoriów, jaki ma rodzaj szpulek i gdzie można je kupić.
Na koniec mam jeszcze jedną ważną refleksję – lepiej mieć maszynę porządną i dobrze szyjącą z 5 ściegami, niż słabej jakości, przepuszczającą ścieg, niedającą się wyregulować z 40 ściegami… Na tej drugiej nie uszyjecie niczego dobrze, a taka ilość ściegów zazwyczaj nie jest konieczna…
Można również zapomnieć, że domowa maszyna za kilkaset złotych będzie też hafciarką, overlockiem i jeszcze nie wiadomo czym. Nie będzie. Taka maszyna ma szyć podstawowe ściegi i ma robić to dobrze. Resztę zostawmy bardziej profesjonalnym modelom.
Pozdrawiam cieplutko i życzę dobrych wyborów!

ps Muszę też chyba zaznaczyć wyraźnie, że wpis jest moją prywatną opinią wynikającą z mojego doświadczenia 🙂

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

DIY – piórnik z długim suwakiem

Zostałam poproszona o pomoc w uszyciu piórnika, którego suwak będzie „zakręcał” aż na boki. Zrobiłam więc taki i wrzucam podpowiedzi do samodzielnego wykonania.

DO DZIEŁA!!!

  1. Zaczęłam od planu. Rozrysowanie bardzo ułatwia pracę. Zmierzyłam suwak, obliczyłam ile powinny mieć boki piórnika. Suwak miał 30 cm. Ustaliłam zatem, że dłuższy bok będzie miał 20 cm, a krótsze boki 5 cm.

    1

  2. Przygotowałam materiały: suwak oraz 4 kawałki materiału. Są to prostokąty – 3 o bokach 5×20 cm (plus zapas na szwy) oraz jeden o bokach 10x 30 cm (plus zapas na szwy). Można zamiast 3 kawałków materiału – 2 na boki i 1 na dno przygotować sobie 1 większy kawałek! Zdecydowanie ułatwi to pracę, ale efekt będzie inny – przy zbyt miękkich materiałach, gotowy piórnik nie będzie się ładnie układał (szwy pełną funkcję „usztywniaczy” dla tkaniny).

    2

  3. Najdłuższy prostokąt rozcięłam na pół (po dłuższym boku) i zabrałam się za wszywanie suwaka. Najpierw przypięłam go dokładnie szpilkami. Do wszycia suwaka użyłam stopki do suwaków.

    3
    4

  4. Szew przy suwaku wszyłam na równo z jego końcem, po to by po wywinięciu na lewą stronę zszyć materiał z obu strony klapki aby nie powstawała dziura. Jest to dość trudna operacja i bardzo krótki szew, daje nam on jednak pewność ładnego i mocnego wykończenia przy końcach suwaka.

    5
    6

  5. Następnie w wyznaczonych miejscach wszyłam boki piórnika.

    7

  6. Na końcu wszyłam dno oraz wykończyłam ściegiem zygzakowatym brzegi. Bez tego zabiegu brzegi mogłyby się siepać. Wycięłam drobne nadmiary materiału.

    8
    9

  7. Wywinęłam i… Voila! Gotowe!

    10

POWODZENIA!

 

„Hendmejdowe” cyfry na drzwi

O charakterze naszego domu często świadczą dodatki i drobne elementy. Wiele z nich można zrobić samemu. Dzięki samodzielnej pracy nasze wnętrze uzyska osobisty i bardzo oryginalny wygląd. Warto się czasem trochę napracować 🙂
Dość długo szukałam dla Nożyczkowego domu odpowiednich cyfr na drzwi wejściowe. Jak zwykle nie miałam ochoty na sztampowe, metalowe numerki ze sklepów budowlanych. Podobają mi się takie wykonane na kaflach, ale nie miałam pomysłu gdzie je kupić. Wpadłam więc na pomysł, że korzystając z dostępnych przez internet i w popularnej sieci sklepów baz (tekturowych cyferek) mogę stworzyć numer na drzwi sama. A jak już za pewne wiecie… jak coś wymyślę, to niedaleka droga do realizacji.
Do zrobienia cyferek wykorzystałam:
– tekturową bazę,
– ozdobny papier,
– farby akrylowe,
– klej, nożyczki.
Efekt dla mnie jest super oryginalny i codziennie cieszy moje oczy. Podziwiają go również moi goście 🙂29
Zachęcam Was do wykonania własnych cyfr!
Można je również fajnie wykorzystać w pokoju dziecięcym. Po głowie chodzi mi cały alfabet, który mógłby pomóc najmłodszym w jego opanowaniu.
A dla tych, którzy nie czują się na siłach polecam cyferki, które można kupić w moim butiku:
http://pl.dawanda.com/shop/NozyczkiPracowniaArtystyczna
Jeśli macie swoje pomysły lub potrzebujecie innych cyfr – zapraszam do współpracy! Nożyczki – pracownia artystyczna kocha wyzwania i indywidualne projekty!
6 5 7 98 69

Drugie życie ciuchów, czyli cuda w szafie!

Dziś, coś dla miłośniczek przeróbek.
Drugie życie ciuchów to, świetna metoda na odświeżenie szafy, dostosowanie ubrań do naszych potrzeb lub rozmiaru.
Poniżej przedstawiam Wam:
– Spodnie – uszyte przez Mamę Nożyczek, uwaga… ponad 20 lat temu!!! Mam dowody fotograficzne! Troszkę podrasowane dostały nową szansę na jeszcze wiele lat!
– Spódnicę – zrobioną z o wiele za dużej sukienki, kupionej kilka lat temu. Spódnica jest teraz dopasowana, długość za kolano – idealna na lato!!!
– Sukienkę – specjalnie zmniejszoną i dopasowaną do mojej figury oraz ręcznie pomalowaną w delikatny „rozetowy” wzór. Nadruk jest w kolorze zbliżonym do koloru sukienki, jednak to, co go odróżnia to przede wszystkim faktura – efekt na żywo jest rewelacyjny!
portki
spodnica
sukienkawzor
Zapraszam do lektury Imperatywu Twórczego – już niedługo kolejne metamorfozy ubrań z dna szafy:)
A jeśli marzycie o przeróbkach Waszych rzeczy – zapraszam do kontaktu!